Kędziora: Każdy ma marzenia

Kędziora: Każdy ma marzenia

16.12.2016; 09:49
Dodał: klaudiakazmierczak | Źródło: własne | Foto: LN/RoG/KK

 

- Odpukajcie w niemalowane!– zażartował Tomasz Kędziora przy pytaniu o kontuzje. O patriotyzmie, opasce kapitańskiej, hip-hopie i sportowych przyjaźniach – opowiada kapitan U21.

 Klaudia Kaźmierczak, Joanna Szymczak (Lechita.net): Spotkaliśmy się 13 grudnia, czyli w dniu wybuchu stanu wojennego. Jesteś chyba jednym z tych zawodników, którzy interesują się historią?

- Jestem Polakiem, więc uważam, że powinienem znać historię swojego kraju. Każdy w swój sposób wyraża swoje poglądy czy zainteresowanie daną tematyką.

Czym dla Ciebie jest patriotyzm?

- Jestem dumny z bycia Polakiem. Obchodzę święta narodowe. Cieszę się, że mogę reprezentować biało-czerwone barwy. Śpiewanie hymnu narodowego i występy z orzełkiem na piersi mają dla mnie ogromne znaczenie.

 

Co miało wpływ na to, że przywiązujesz dużą wagę do patriotyzmu, pielęgnowania pamięci o ważnych wydarzeniach historycznych Polski?

- Pochodzę z małego miasta, gdzie każdy żył świętami narodowymi czy wydarzeniami mającymi znaczenie dla regionu, takimi jak Powstanie Wielkopolskie. Każdy wiedział, ze coś takiego miało miejsce. Dla każdego Polaka powinno być normalne, aby obchodzić takie święta.

Lech po raz drugi włączył się do akcji #PowstańMY. Uważasz, że wy jako piłkarze powinniście promować tego typu inicjatywy?

- Myślę, że należy uczyć już najmłodszych, że są takie dni w Polsce, które są ważne, że różne zdarzenia z przeszłości wpłynęły na to, jaki bieg miała historia naszego kraju. Oddanie czci, wspomnienie bohaterów, czasem chwila milczenia i zadumy wystarczą, by pokazać szacunek dla starszych pokoleń.

Niedawno wyprowadzałeś drużynę na boisko jako kapitan Lecha. Czy czujesz, że spoczywa na Tobie teraz większa odpowiedzialność?

- Jest to dla mnie wielkie wyróżnienie. Dla chłopaka będącego wychowankiem klubu to wielka rzecz, że może wyprowadzić zespół przy Bułgarskiej – przede wszystkim dla tych kibiców, dla tego miasta.

Spodziewałeś się, że w wieku 22 lat będziesz mógł wprowadzić drużynę klubową na boisko jako kapitan? Jesteś jednym z najmłodszych kapitanów Lecha, więc na stałe wpisałeś się na karty historii klubu.

- Nigdy nie myślałem o tym, kiedy to się stanie. Cieszę się, że drużyna uznała, że nadaję się do tej roli. Musiałem wziąć na siebie tę odpowiedzialność. Mogę być tylko dumny z tego, że mi zaufano.

Czy doświadczenie kapitańskie w reprezentacji nieco pomogło tobie w byciu kapitanem ekstraklasowego zespołu? Wiadomo, że kapitan ma dodatkowe role na boisku, często to on motywuje drużynę.

- Nie tylko kapitan jest od tego, żeby motywować podczas meczów. Ja nawet nie pełniąc tej funkcji, staram się mobilizować kolegów. Ale wiadomo, że doświadczenie z kadry było pomocne w wypełnianiu roli kapitana podczas meczu Kolejorza.

Sytuacja hipotetyczna. Afera alkoholowa w reprezentacji – jak zareagowałbyś na nią jako kapitan?

- U nas w kadrze jak coś się dzieje to idą wszyscy. Nie ma, że interweniuje tylko kilka osób. Jeżeli taka sytuacja miałaby miejsce, to rozwiązalibyśmy ją w naszym kręgu i nie dopuścilibyśmy, aby sprawa przeniknęła do mediów.

Za nami losowanie grup na MME 2017. Tuż przed nim powiedziałeś, że chciałbyś trafić na Anglików, aby sprawdzić się z rówieśnikami z tamtego kraju oraz ze Słowakami. Los sprawił, że trafiliście na obie drużyny oraz na obrońców tytułu – Szwedów.

- W finałach nie ma już słabych drużyn. Do którejkolwiek z grup byśmy nie trafili, to na pewno byłaby ona ciężka. Cieszę się, że trafiliśmy na takich przeciwników. Obstawiłem dwóch z trzech rywali. Chciałem zagrać z Anglikami i Słowakami, a trzeci zespół był mi obojętny. Ze Szwedami spotkaliśmy się niedawno, zremisowaliśmy bezbramkowo, ale myślę, że to zespół w naszym zasięgu.

Finały MME to kolejna piłkarska impreza w Polsce. Euro 2012 to było duże wydarzenie dla kibiców, które odniosło duży sukces komercyjny, medialny, a sportowo naszej reprezentacji nie poszło za dobrze. Nie obawiasz się, że wam również może nie pójść wszystko po waszej myśli?

- Euro seniorskie, a nasze to zupełnie inna skala. Ja jestem spokojny o swoją drużynę. Od dłuższego czasu przygotowujemy się do tego wydarzenia, które będzie miało miejsce w Polsce w czerwcu przyszłego roku. Zostały nam jeszcze dwa mecze sparingowe. Trener Dorna na pewno dobrze wykorzysta ten czas.

Reprezentacje, z którymi zagracie musiały się zakwalifikować na ten turniej, walczyły o punkty. Wy rozgrywaliście jedynie mecze sparingowe. Czy spotkania towarzyskie to trochę inna motywacja?

- Przed każdym meczem rozmawiamy z trenerem Dorną i on nam zawsze powtarza, że nie ma co patrzeć na to, że przed nami mecz sparingowy. Tak samo my podchodzimy do tego. W każdym spotkaniu walczymy tak, jakbyśmy grali o punkty i nie ma znaczenia, że gramy tylko towarzysko. To mecz w reprezentacji, każdy musi dać z siebie wszystko i wychodzić z takim nastawieniem, żeby pokazać się z jak najlepszej strony trenerowi, aby udowodnić, że zasługuje się na to, aby grać w kadrze i pojechać na Euro.

Na Euro mogą dołączyć do was zawodnicy, którzy występują regularnie w seniorskiej reprezentacji - jak Arkadiusz Milik czy Karol Linetty. Będzie to na pewno wzmocnienie, ale czy nie uważasz, że zabraknie wam zgrania w elementach, które ćwiczycie przez ten cały czas?

- Wiadomo jacy to są zawodnicy. Każdy z nich jest klasowym piłkarzem, który już gra w pierwszej reprezentacji – chociażby to świadczy o tym, że będzie to dla nas spore wzmocnienie.

Po sezonie mistrzowskim mówiono o tobie, że jesteś najbardziej ofensywnym obrońcą – miałeś dobre statystyki, asysty, bramki. Teraz skupiasz się bardziej na zadaniach defensywnych?

- Teraz jestem może trochę bardziej doświadczonym zawodnikiem, ale również często włączam się w akcje ofensywne. Fakt, w tamtym sezonie nie miałem już tylu dobrych liczb, co w mistrzowskim okresie. Myślę, że u trenera Bjelicy wygląda to już trochę lepiej i teraz wszystko pójdzie już w dobrą stronę.

Masz za sobą setny mecz w Ekstraklasie. To bardzo dobry wynik jak na 22-letniego zawodnika.

- Zawsze mogło być tych meczów jeszcze więcej, ale zdaje sobie sprawę z tego, że wielu zawodników chciałoby w moim wieku mieć tyle rozegranych spotkań. To cieszy, że tylu trenerów mi zaufało i mogłem przy nich grać w pierwszym składzie. Teraz czekam na kolejne sto.

Kto był twoim mentorem, gdy wchodziłeś do pierwszego zespołu Kolejorza?

- Dobrze pamiętam tamten okres. Na pierwszych treningach to zawsze Ivan Djurdjević pomagał młodym zawodnikom w przejściu z juniorów do seniorów. To jemu zawdzięczam bardzo dużo.

Czy Ty starasz się pomagać teraz młodym kolegom, którzy przekraczają próg szatni?

- Każdy pomaga młodym zawodnikom. Nie ma czegoś takiego, że jest nam to obojętnie, że jakiś piłkarz z rezerw trafia do pierwszego zespołu. Jeśli ktoś ma jakiś problem, to może się z nim zwrócić do każdego.

We wszystkich spotkaniach pod wodzą trenera Bjelicy rozegrałeś po 90 minut. Czujesz zaufanie szkoleniowca?

- Trener wystawia mnie w każdym meczu i przez to czuję jego zaufanie, ale swoją postawą na boisku muszę udowadniać, że zasługuję na szansę, którą otrzymuję.

Myślisz, że gdybyś miał poważną konkurencję na prawej obronie to byłbyś jeszcze lepszym piłkarzem?

- Dla mnie to obojętne. Ja zawsze pracuję tak samo na treningach i pokazać z jak najlepszej strony podczas meczów. Staram się być lepszym zawodnikiem i człowiekiem.

Jesteście najlepszą defensywą w lidze. Co jest jednak kluczem do sukcesu?

- Zaczęliśmy tracić mniej bramek, gdy grała ta sama czwórka i nie było tylu rotacji, co zdarzało się w poprzednim sezonie i na początku obecnego. Myślę, że to można nazwać kluczem do tego.

Od nowego roku szykują się wam zmiany – odchodzi Paulus Arajuuri, nie wiadomo co z Tamasem Kadarem.

- Szkoda, że Paulus odchodzi, bo jest to bardzo wartościowy zawodnik, który dużo akcji przerywał, z biegiem czasu konstruował je, a ostatnio zaczął strzelać gole po stałych fragmentach. Na razie nie wiadomo, co z Tamasem, ale jeśli opuściłby Lecha to byłaby też to dla nas duża strata.

Macie bardzo młodą defensywę. Ty od kilku sezonów jesteś etatowym prawym obrońcą, a teraz do składu wskoczył Jan Bednarek. Za chwilę być może więcej szans otrzyma Robert Gumny.

- Fajnie, że Janek wskoczył do pierwszego składu, bo wykonuje ogrom pracy na boisku. Takiego zawodnika potrzebowaliśmy.

Ostatnią poważną kontuzję miałeś w 2013 roku, kiedy pauzowałeś przez pół roku.

- Akurat w ostatnim czasie zdarzyło się, że dwa razy z rzędu miałem kontuzję po zakończeniu sezonu. Ale wtedy, w 2013 roku, opuściłem sporo meczów, miałem problemy z mięśniem dwugłowym uda. W Polsce nie wiedzieli dokładnie, co mi jest, dlatego potrzebowałem konsultacji zagranicznych. Na szczęście teraz już wszystko jest dobrze z moim zdrowiem.

Co ma wpływ na to, że teraz kontuzje cię omijają? Zmiana trybu życia czy może wówczas przeciążenia organizmu były zbyt duże jak na tak młody wiek?

- Myślę, że musiałem przystosować się do zajęć z pierwszym zespołem. To było krótko po przejściu z Młodej Ekstraklasy, więc może nie byłem na tyle przygotowany, by trenować z większym obciążeniem.

Po sezonie mistrzowskim miałeś okazję przebywać na zgrupowaniu reprezentacji A. Jak wspominasz ten okres, kiedy mogłeś trenować wraz z zawodnikami, których do tej pory oglądałeś w telewizji?

- Miałem wówczas kontuzję. Dla mnie było to wielkie wyróżnienie, żeby pojechać na zgrupowanie seniorskiej reprezentacji i zobaczyć jak to jest, czy usiąść na ławce w meczu z Gruzją na Stadionie Narodowym. Trochę jednak czuję się rozczarowany, że nie mogłem zadebiutować w kadrze, ale przez kontuzję nie było mi to dane.

Czym różni się zgrupowanie kadry A od młodzieżówki?

- Jest znacząca różnica. Wcześniej oglądałem tych zawodników tylko w telewizji lub na stadionie, gdy pojechałem na mecz reprezentacji jako zwykły kibic. Dla młodego chłopaka, który jedzie na kadrę seniorską, może poznać zawodników, którzy dobrze grają za granicą i zobaczyć, posłuchać w bezpośrednich relacjach jak to jest w wielkim futbolu to wielkie przeżycie.

Starsi, doświadczeni zawodnicy – dla wielu pewnie autorytet, przekazują wam na treningach jakieś wskazówki?

- Na treningach pracowałem z Kubą Błaszczykowskim na jednej stronie. Miałem też okazję kilka razy porozmawiać z Łukaszem Piszczkiem. Oni byli dla mnie bardzo pomocni. Myślę jednak czy to Robert Lewandowski czy Grzegorz Krychowiak zawsze doradziliby każdemu zawodnikowi, jeśli ten miałby do nich jakieś pytanie. Nie mieliby z tym problemu.

Czy w Lechu jesteś wyznaczany do rzutów karnych?

- Teraz już nie.

A do innych stałych fragmentów gry?

- Przy rzutach rożnych wchodzę zawsze w pole karne, więc nie wykonuję ich. Zdarza mi się zostawać po treningach i ćwiczyć stałe fragmenty, w tym rzuty wolne i karne.

Jakie są twoje cele na najbliższe lata? Robert Lewandowski, były zawodnik Lecha swoją karierę ma przemyślaną krok po kroku.

- Każdy ma marzenia i nie można nikomu niczego zabronić. Chciałbym w przyszłości trafić do ligi zagranicznej. Najpierw może do mniejszego klubu danej ligi i potem przebić się do mocnej, topowej drużyny.

Jakbyś miał wskazać trzech najlepszych prawych obrońców to na kogo byś postawił?

- Według mnie najlepszym prawym obrońcą jest Łukasz Piszczek, wzorowałem się na tym zawodniku. Wymieniłbym tutaj jeszcze Daniego Alvesa, Ivanovicia z Chelsea, czy Sergio Ramosa jak jeszcze grał na prawej obronie.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że doceniasz rady takich zawodników jak Łukasz Piszczek czy trenerów np. Tomasza Rząsy, którzy grają lub grali w przeszłości na twojej pozycji. Takie uwagi są cenniejsze od tych, które przekazuje ci szkoleniowiec, który nigdy na danej pozycji nie występował?

- Takie rady od trenera czy zawodnika są bardzo cenne, bo zarówno trener Rząsa, jak i Łukasz Piszczek grali, bądź nadal grają, na wysokim poziomie. Były to bardziej indywidualne wskazówki i to indywidualne podejście jest w nich najcenniejsze. Trener pierwszego zespołu działa inaczej, ma zwykle uwagi ogólne, co do gry całego zespołu. Wiadomo, że zdarzają się rozmowy indywidualne. Niuanse i szczegóły od trenera Rząsy były dla mnie cenne, bo długo z nim pracowałem. Wiele mnie nauczył i dziękuję mu za to.

Numer 4 na koszulce jest przypadkowy czy ma dla Ciebie jakieś znaczenie?

- Przypadkowy. Nadał mi go poprzedni kierownik Darek Motała i tak już zostało.

Łukasz Teodorczyk powiedział niedawno, że  jesteś jedną z nielicznych osób z polskiej ligi, z którą on utrzymuje stały kontakt.

- Nie kłamał (śmiech). Cały czas jesteśmy w kontakcie, czy na Facebooku czy przez telefon. Raz do roku mamy okazję się gdzieś spotkać. Cieszę się, że mam przyjaciela, który jest poza krajem i nadal utrzymujemy ze sobą kontakt.

Masz innych przyjaciół z boiska?

- Tak, mam też bardzo dobry kontakt z Damianem Dąbrowskim. Po kontuzji, którą przebył w tym roku, Damian rehabilitował się w Poznaniu i wtedy mieszkał u mnie. To bardzo dobry kolega z kadry młodzieżowej. Myślę, że przyjaźnie z boiska mogą przetrwać. Mimo tego że gra się w innych klubach.

Miałeś sporo pseudonimów. Trener Bakero mówił Khedira, również mówiono na ciebie Torres, czy jeszcze w Zielonej Górze – Kenijczyk. Pamiętasz jeszcze jakieś i który wspomina szczególnie i najbardziej przypadł do gustu?

- Kenijczyk był dawno. Khedira był dlatego, że trener Bakero nie potrafił powiedzieć mojego nazwiska. Czasem Łukasz Trałka jeszcze tak do mnie powie. Jak byłem młodszy to podobno byłem podobny do Torrresa, a wymyślił to trener od przygotowania fizycznego za czasów Bakero (przyp. Luis Mila Villarroel).

Twój ulubiony trener, prowadzi teraz twój ulubiony klub…

- Trafił teraz na właściwe miejsce. Mam nadzieję, że pójdzie im lepiej i maszyna się rozkręci. Jeśli tylko zakupią dobrych środkowych obrońców, to będzie lepiej. Gdybym dostał ofertę z Manchesteru United to raczej bym się nie zastanawiał, ale obecnie na prawej defensywie dobrze gra Antonio Valencia. (śmiech)

Kapitanowie dwóch najważniejszych reprezentacji w Polsce – Robert Lewandowski i Ty, są fanami hip-hopu. Jakiego rodzaju rapu słuchasz?

- Można powiedzieć, że ja na Peji się wychowałem, na osiedlu u mnie wszyscy tego słuchali i zostało mi to do teraz. Teraz pojawiło się kilka nowych kawałków, które są ukierunkowane na sport, aby motywować młodych ludzi jak chociażby „Drużyna Mistrzów” Bosskiego Romana.

W takim razie jak odnajdujesz się w szatni Łukasza Trałki, który słucha disco polo?

- Do disco polo się trochę przyzwyczaiłem, bo Łukasz Teodorczyk mimo tego że lubi polski rap, to puszczał mi ten rodzaj muzyki w pokoju. U nas przed meczami nie ma raczej takiej muzyki, ale po wygranym spotkaniu fajnie jest posłuchać, czegoś co wpada w ucho. W Lechu też czasem my, młodsi zawodnicy, wybieramy kilka kawałków. W szatni reprezentacji przed meczem leci polski rap. W dniu meczowym od czasu przyjazdu na stadion w moich słuchawkach zawsze jest muzyka motywacyjna – hip-hop, np. Peja, czy Sokół.

Sporo mówi się też o twoim zainteresowaniu ruchem kibicowskim. Skąd u piłkarza takie zamiłowanie? To rzadko spotykane.

- Mam dużo kumpli, którzy są kibicami. Dla mnie to naturalne, bo oni mi wszystko opowiadają i tak się wciągnąłem. Oglądam czasami filmiki z oprawami z pirotechniką czy inne rzeczy, które mają miejsce na trybunach podczas meczów.

 

Wywiad przeprowadziły Klaudia Kaźmierczak oraz Joanna Szymczak

Komentarze: (2):

Współpraca

Wielkopolski Futbol Pocztowe Krwinki Piłkarska Prawda Statystyki Piłkarskie Pomagaj Online
HOME | LIGA TYPERÓW | STAT4U
Wszelkie prawa zastrzeżone. © Lechita.Net & LTA Group 2007-2017 | IonicCMS